poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Bagel re-designed;-)

czyli drugie życie bajgla. Niestety, pieczywo ma to do siebie , że czerstwieje. Zdarza się mu to szczególnie w domach, którego mieszkańcy pracują także w niedziele i to do....0.30 w nocy;-) No ale w końcu przychodzi poniedziałek i trzeba by coś zjeśc. No i żal tych bajgelków, robionych w pocie czoła, a raczej jego totalnym omączeniu.
Pomysł, jaki był się zrodził w mojej lekko potłuczonej głowie o godzinie 8 rano z minutami, wyglądał tak :

Potrzebujesz:
2 nieco niedzisiejsze bajgle (lub kawałki chałki, bułki paryskiej etc)
masło
cynamon zmielony
cukier brązowy

Co i jak:
Bajgle przekrój na pół , posmaruj masłem, posyp obificie (w moim przypadku) cynamonem i cukrem. I pod grill na 2-3 minuty. Et voila! Do tego caffe au lait (czyli caffe latte) lub herbata lub kakao. Albo twarożek, jeśli takowy się uchował w lodówce.


*Re-deisgned chyba ładniej niż zrecyclingowane albo refurbishowane:-)

niedziela, 13 kwietnia 2008

Szarlotka ekspresowa

Chcesz szarlotkę na cieście francuskim czy bardziej puchatym? To pytanie zadałam wczoraj ok 21 skarbowi i od razy otrzymałam odpowiedź. Na puchatym. Nie pozostało mi więc nic innego jak sięgnąć po niezawodny przepis, jabłka, tarkę i foremkę. Jako „bazę" do nocnej szarlotki wykorzystałam przepis na ciasto jogurtowe.


Ale postanowiłam go nieco zmodyfikować.
Po pierwsze, dosypałam do ciasta cynamonu.
Po drugie, jogurt naturalny zastąpiłam waniliowym.
Po trzecie...zapomniałam o dodaniu oleju ;-) (ciastu absolutnie nic to nie zrobiło)
A po czwarte - na wierzchu porozkładałam plasterki jabłek (cienko pokrojone, wymieszane w miseczce z cynamonem, imbirem i brązowym cukrem). Ponieważ w ferworze starłam wszystkie dostępne jabłka (czyli ok. kilograma) i w końcu miałam ich zdecydowanie za dużo jak na jedno ciasto, resztę owoców porozkładałam na ruszcie w piekarniku i na blaszce. I w efekcie otrzymałam smakowite, nieprzesłodzone chipsy jabłkowe.
Zdrowe, ale co ważniejsze - pyszne. Uwaga - ocukrzone jabłka dośc szybko się rumienią, dlatego w połowie czasu pieczenia warto przykryć ciasto pergaminem.

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Ciasto Uzależniacz

Uwielbiam Jogurt.

Tak po prawdzie to uwielbiam nabiał w ogóle (Skarb dobrze wie, że jak w lodówce zostaje tylko jedno pudełeczko serka wiejskiego, staję się nerwowa:-), ale jogurt to jest to - nadaje się chyba do wszystkiego. Nic więc dziwnego, że gdy tylko natknęłam się na Ciasto Jogurtowe z Owocami u Nougatine było pewne, że w koncu przyjdzie na nie pora. I przyszła. Wiadomość dla Skarba - ono jest na jogurcie i z owocami, więć nie tuczy jak Brownie:-) Nie pozostaje mi nic innego, jak przytoczyć przepis na Ciasto Jogurtowe

Potrzebujesz:
340 g mąki
2 łyżeczk
i proszku do pieczenia (tak jak obiecała Nougatine, dzięki jogurtowi w ogóle go nie czuć)
2 całe, duże jajka

80 g cukru,
pół szklanki oleju,

300 g jogurtu (ja dałam naturalnego Danone'a)
owoce - w moim przypadku truskawki, porzeczki różniste i rabarbar


Co i jak?
To będzie naprawdę b
analny przepis. Mąkę przesiej z proszkiem do miski, dodaj pozostałe składniki. Wymieszaj dokładnie. Przełóż ciasto do natłuszczonej foremki (ja od jakiegóś czasu oprószam foremki nie mąką , a płatkami owsianymi , jęczmiennymi lub kaszką manną - polecam;-).
Po
wierzchu posypujemy owocami (ja dałąm owoce jagodowe z podręcznej mrożonki, ale mogą być pokrojone w kawałeczki brzoskwinie, zamrożone malinki, jeżynki, ananasik wiśnie...).
Nougatine dała kruszonkę -
ja nie, bo owoce ślicznie wyglądały na cieście i nie chciałam ich przykrywać. Piecz ok 40 min. w 170 stopniach. I JEDZ!

piątek, 4 kwietnia 2008

Ta Ostatnia Gastrofaza

No i nadszedł ten dzień. dzisiaj, tj. czwartego dnia kwietnia anno domini 2008 o 18 rozpoczęło się ostatnie wydanie Gastrofazy (a dokładnie Gastrofazy II). Temat dnia było jakże pocieszycielskie danie - pierożki leniwe. Jak dla mnie to kwintesencja tzw. comfort food. Najbardziej lubie te świeżo wyjęte z wrzątku, posypane cukrem cynamonem i polane śmietanką (jest jeszcze frakcja "leniwych-odsmażanych-
masełkowych, ja do niej nie należę).
Jednak z racji dość melancholijnych okolicznosci, konieczne było danie antysmutkowe o silniejszej mocy . To znaczy takie, które zawiera dużo czekolady. A chyba najbardziej czekoladowym czekoladowym wypiekiem (przynajmniej w kategorii tych mało skomplikowanych i problematycznych) są brownie.
Jak przyznał Pan Loroch, Brownie pojawiało się w audycji gastrofazowej (a tych codziennych wydań było ok. 290!) co najmniej 30 razy. Sam Mistrz Gastronomiczno - Antyradiowy poleca Brownie z pecanami (jak to lubią Amerykanie) lub orzechami makadamia - bodaj najdroższymi (a wg. mnie najsmaczniejszymi, w czym uświadczyłam się podczas pobytu na Hawajach, gdzie się je uprawia) orzechami na świecie. Moje Brownie były z żurawiną i migdałami (obieranie migdałów to genialna terapia zajęciowa;-). Panie Pawle - to dla Pana.

Brownie po mojemu

Potrzebujesz:
2 tabliczki gorzkiej czekolady (Wedel lub Lindt, 200 g)
200 g masła
250-300 g cukru
6 jajek
100 g migdałów obranych
50 g żurawin suszonych
masło i kakao do obsypania foremki
bita śmietana do podania (jak rozpusta to rozpusta)
1 łyżeczka esencji waniliowej


Co i jak:

Piekarnik nastaw na 190 stopni C.
Czekoladę połam na kawałki i razem z masłem rozpuść w miseczce, ustawionej na garnku z gotującą się lekko wodą. Co jakiś czas mieszaj . Jajka dokładnie zmiksuj z cukrem, dodaj mąkę i esencję waniliową. Dodaj przestudzoną czekoladę, zmiksuj na gładką masę, dodaj bakalie i znów wymieszaj. Przelej do uprzednio przygotowanej foremki. Piecz 18-20 min . (nie za długo, brownie mają być lekko wilgotne w środku).
Podawać z bitą śmietaną lub świeżymi truskawkami

Ukłony dla Gastrofazy II - czekamy na pierwsze weekendowe wydanie Gastrofazy w II wcieleniu.
P.S.
Ciepłe jeszcze Brownie zostały zawiezione do jurora - Skarba. Werdykt pozytywny;-)

wtorek, 1 kwietnia 2008

Chałka na chandrę

Niby jest już wiosna, niby wcześnie wyszłam z pracy, niby był Prima Aprilis...a z jakiś niezrozumiałych powodów dopadły mnie smutki. Nie pomogło nawet to, że popołudnie upłynęło mi pod znakiem "drobnych sukcesów" - uporządkowałam częśc rzeczy , tkwiących jeszcze w kartonach od czasu przeprowadzki i znalazłam Bardzo Ważny Dokument. I nic. Teoretycznie i według pierwotnego planu wieczór powinnam byłam spędzić na pracowaniu - szukaniu i pisaniu. Ale nie wyszło (czyli jutro będzie dzień - gonitwa). By jakoś sobie polepszyć nastrój postaowilam upiec chałkę. Tak wiem, że w lodówce jest jeszcze kawałek tarty z brzoskwiniami, ale chałka to coś zupełnie innego;-) Poza tym chciałam, żeby Skarb miał niespodziankę na śniadanie. By się nie skompromitować, sięgnęłam po przepsi sprawdzony polecany przez dorotus76 na Moich Wypiekach. Ze względu na ilość dostępnych drożdży, użyłam połowy składników, z czego wyszła jedna wielka chałka, ledwo mieszcząca się w piekarniku. Ponieważ jednak tradycja nakazuje piec chałki parami, podaję przepis na dwa warkocze.

Potrzebujesz:
na zaczyn
5 łyżek mleka
5 łyżek mąki pszennej
5 łyżeczek cukru
2 paczuszki drożdży instant lub 50 g świeżych

do tego

150 ml mleka (lekko podgrzane)

2 jaja (w temperaturze pokojowej)
50 g masła (roztopi
one i przestudzone)
600 g mąki pszennej
5 łyżek cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
+ trochę stopio
nego masła do smarowania i kaszka manna lub mąka do podsypania blaszek
kruszonka lub mak, 1 roztrzepane jajko

Co i jak:

Zaczyn: do miski przesiej mąkę i cukier, dodaj drożdże oraz podgrzane lekko mleko. Odstaw pod przykryciem w ciepłe miejsce na 15-20 min (wiem, że w przypadku drożdży instant takie "zabawy" nie są teoretycznie potrzebne, ale ja zwykle i tak daję zaczynowi popracować).
Po kwadransie dodaj do podrośniętego zaczynu pozostałe składniki ciasta: rozpuszczone i wystudzone masło, roztrzepane jajka, podgrzane mleko, esencję. Wymieszaj, dodaj cukier i przesianą mąkę. Zagnieć ciasto i wyrabiaj dobre 5 minut, aż zacznie się "rwać" (uwielbiam to określenie Mamerta - ukłony w stronę Pani Musierowicz). Ja na początku użyłam swojego KitchenAida, ale potem pougniatałam ciasto dłońmi - ono to lubi, a prace manualne skutecznie leczą z chandry;-).
Miskę z ciastem przykryj ściereczką
i odstaw do wyrośnięcia, aż podwoi objętość.
Wyrośnięte ciasto podziel na poł, a potem na trzy części. Kawałki uformuj w podłużne, równe wałeczki. Weż trzy wałeczki, przełóż na natłuszczony i oprószony kaszką manną lub mąką pergamin. Zlep ich końce i zapleć warkocz, chowając końcówkę pod spód chałki. Blaszki z warkoczykami posmaruj roztopionym masłem, odstaw na ok 30 min pod ściereczką do podrośnięcia. Nastaw piekarnik na 190 stopni. Wyrośnięte chałki posmaruj jajkiem, posyp kruszonką, makiem lub płatkami migdałów i wstaw do pieczenia na ok 20 min. Jeśli zaczną się za bardzo rumienić (a pewnie zaczną ) okryj je folią aluminiową. A potem jedz z masłem i miodem, z twarożkiem czy z czym tylko chcesz.

poniedziałek, 24 marca 2008

New York Cheesecake

Przyznaję się - jestem uzależniona od serników. Ale nie tych twardych, gnieciuchowatych i słodkich jak scukrzone landrynki sprzed 5 lat. O nie. Sernik musi być puchaty, wilgotny, kremowy. Słodki tyle ile trzeba. Najlepiej bez dodatków, w wersji "pure". Kojący serce i skołatane nerwy. Nie mogło go zabraknąć na Wielkanoc.
I dosłownie nie zabrakło, bo dzisiaj,w drugi dzień Świąt mam na stanie 4 serniki :
pani Ewy - mamy Skarba (pieczony, na kruchym spodzie),
Anki - mamy Kasi O. (pieczony, bez spodu, ale za to z rodzynkami, wg. przepisu rodem z Drohobycza)

mojej Mamy vel Musi (na zimno, z brzoskwiniami)
no i mój.

Przepis na ten ostatni pożyczyłam od Nigelli - w końcu każdy czasem chce się poczuć jak domowa bogini ;-)


Potrzebujesz:

na spód:
250 g ciasteczek Digestive
75 g masła, roztopionego
2-3 łyżki cukru (opcjonalnie, a nie dałam)

na sernik:
1 kg zmielonego sera białego, półtlustego, NIEKWAŚNEGO (polecam Piątnicę lub Presidenta)
5-6 jajek , dużych
1 kubeczek a 250 gkwaśnej śmietanki (ja użyłam 22 proc.)
1/2 szklanki cukru
1 budyń waniliowy (zamiast skrobi kukurydzianej, wykorzystanej w oryginale)
1 łyżeczka esencji waniliowej lub nasionka z jednej laski wanili

Co i Jak:
Ciasteczka pokrusz w malakserze , dolej roztopione masło. Wyjmij masę/ciasto i wylep nią spód tortownicy o średnicy ok. 25 cm. Tortownicę włóż do lodówki lub zamrażalnika.
Nastaw piekarnik na 170 stopni C.
Rozbij jajka - żołtka do jednej, a bialka do drugiej miski. Do żółtek dodaj cukier oraz wanilię i utrzyj na gładką masę. Dodaj ser (lepiej dodawać go łyżkami, w kawałkach) i ubij, by masa nabrała powietrza.


Do kubeczka ze śmietaną wsyp budyń i dokładnie wymiesza widelcem. Dodaj śmietankę do masy serowej i ponownie utrzyj. Do białek doda szczyptę soli i ubij pianę (niezbyt sztywną). Pianę połącz delikatnie z masą serową.
Wyjmij tortownicę z zamrażarki, wysmaruj boki foremki masłem i wlej do środka, na nieupieczony, spód masę serową.

Wstaw do piekarnika i piecz 1-1,5 godziny. NIE OTWIERAJ PIEKARNIKA!.
Gdy sernik się przyrumieni, wyłącz piecyk i pozostaw ciasto w środku na ok. 2 godziny. I znów - NIE OTWIERAJ DRZWICZEK PIECYKA - gwarantuję, ta cierpliwość się opłaci, bo sernik ładniej opadnie.

P.S.
Można podawać z podgrzaną konfiturą wiśniową (pomysł Skarba) lub stopioną czekoladą
P.S. 2.
Pamiętajcie o cukrze. Ci, co mają wiedzieć, wiedzą o co chodzi.

niedziela, 16 marca 2008

Pierwsze na nowym

Ostatnie kilka dni upłynęło pod znakiem kartonów - ich rozpakowywania, ustawiania,
selekcjonowania i ewentualnego wyrzucania ich zawartości.I dopiero wczoraj znalazło się trochę czasu na zainagurowanie nowej kuchni. padło na niezawodne, szybkie i mało pracochłonne muffinki z ananasem. Pieczenie ich nie obyło się bez efektów specjalnych - na wewnętrznych ściankach piekarnika ostało się trochę mleczka do czyszczenia, które pod wpływem temperatury 180 stopni zaczęło się cudnie dymić. Na szczęście otwarcie okien oraz uruchomienie potężnego wyciągu oraz solidne dopucowanie machiny piekarniczej załatwiło sprawę. Muffinki ślicznie urosły i się przyrumieniły. I są ponoć całkiem całkiem:-)

Potrzebujesz:
(na 12 muffinek)
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
75 g masła
3 jajka
50 g cukru
1/2 szklanki mleka
1 puszka ananasa w lekkim syropie
1 1/1 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki esencji waniliowej
brązowy cukier wymieszany z cynamonem - do posypania


Co i jak:
Krążki ananasa odcedź, pokrój na ok. 1 cm kawałki. Piekarnik rozgrzej do 180 stopni C, formę na muffinki wysmaruj masłem i wyłóż papilotkami. Do miski przesiej mąkę, proszek i sól. W miseczce roztrzep jajka, dolej mleko oraz rozpuszczone masło. Dodaj cukier. Do suchych składników wlej mokre, dorzuć ananasa (ja bym tu jeszcze dodała malutką garść żurawin - dla koloru i podkręcenia smaku) oraz skrop esencją waniliową. lekko zamieszaj - niezbyt dokładnie (jak to z muffinkami) . Papilotki napełnij masą do 3/4 wysokości. Posyp po wierzchu cukrem z cynamonem. Piecz 20-25 minut (ż cukier zrumieni się w trakcie pieczenia, po 20 minutach radzę sprawdzić patyczkiem stan muffinek). I tyle:-)